A A A

Noc ducha i dezintegracja pozytywna

Autor: Jerzy Skawroń OCarm (więcej o autorze)
Rok wydania: 2007
Wydawnictwo: Wydawnictwo Karmelitów Bosych
Ilość stron: 424
ISBN: 978-83-7305-274-1


POBIERZ FRAGMENT KSIĄŻKI (PDF 798 KB)

 

Plik zawiera: Mistyka i depresja; Noc ducha i dezintegracja pozytywna


Spis treści:


WYKAZ SKRÓTÓW

WSTĘP

ROZDZIAŁ I

ANTROPOLOGIA ROZWOJU

1.    Nowy człowiek a człowiek religijny
2.    Twórcza miłość tajemnicą Człowieka
3.    Porażka ateistycznego humanizmu
4.    Jezus Chrystus klucz, ośrodek i cel rozwoju
5.    Chrystoformizacja

ROZDZIAŁ II

NOC DUCHA W ROZWOJU CZŁOWIEKA WEDŁUG ŚW. JANA OD KRZYŻA

1.     Twarzą w twarz ze świętością trójedynego Boga
2.     Łaska i struktura duszy
3.     Noc ciemna
4.     Dramat nocy duszy i ducha
5.     Spójnia mistyczna

ROZDZIAŁ III

ROZWÓJ OSOBY WEDŁUG TEORII DEZINTEGRACJI POZYTYWNEJ

1.     Dezintegracja pozytywna
2.     Norma dnia i norma nocy
3.     Ideał osobowości
4.     Czynnik trzeci – centralna tajemnica egzystencji

ROZDZIAŁ IV

ZBAWIENIE I UZDROWIENIE – PRÓBA KONFRONTACJI I SYNTEZY

1.     Mistyka i depresja (fragment w pliku!)
2.   Noc ducha i dezintegracja pozytywna (fragment w pliku!)
3.     Linie antropologiczne św. Jana od Krzyża i K. Dąbrowskiego
4.     Teologia nocy ducha a filozofia rozwoju przez dezintegrację
5.     Synteza mistyczno-psychologiczna

ZAKOŃCZENIE

BIBLIOGRAFIA


 

 

Recenzja:

Lech L. Przychodzki
(źródło: www.infopol.lt - przedruk za zgodą redakcji)


Obie koncepcje dzieli około 400 lat. Św. Jan od Krzyża żył i działał pomiędzy rokiem 1542 a 1591, prof. Kazimierz Dąbrowski przyszedł na świat w r. 1902, zaś zmarł w 1980. Pozostawili po sobie prace, które na krótko przykuły uwagę im współczesnych, zbyt jednak odbiegały od obowiązujących paradygmatów, by zakorzenić się na dłużej w świadomości – nie tylko ogólnospołecznej, ale nawet fachowej.

„Trudno sobie wyobrazić poważne opracowania na temat rozwoju człowieka bez odwoływania się do ich prac i doświadczenia. Odwoływanie się jedynie do takich autorytetów jak Z. Freud, K. G. Jung, G. W. Allport, A. Adler czy św. Tomasz z Akwinu byłoby wielkim spłaszczeniem tajemnic duszy” – pisze o. Jerzy Skawroń (s. 8). A przecież dokładnie tak jest. W dobie przyspieszonych badań nad skonstruowaniem sztucznej inteligencji, w czasach uwznioślenia fałszywie pojmowanego ratio – głosy dwu wielkich humanistów spychane są z pełną świadomością na margines wiedzy o życiu jednostki.

Tym chętniej przyszło mi sięgnąć po pionierską pracę „Noc ducha i dezintegracja pozytywna”, która zestawia koncepcje Hiszpana i Polaka, nie szukając w dodatku efekciarskich odpowiedzi na pytania, jakie rozstrzyga każdy na swój – jedyny i wybitnie niepowtarzalny - sposób. Ale ów szeroki „margines”, pozostawiony przez św. Jana i prof. Dąbrowskiego, konstytuuje nasze człowieczeństwo. Iberyjski mistyk jest jednym z pierwszych, którzy rozwój jednostkowy postrzegali procesualnie a „noce ducha” były dlań tylko kolejnymi stopniami do zgłębiania transcendencji. Także ludzkiej.

O. Skawroń  tak określa postawione sobie zadanie: „Książka stanowi próbę odnalezienia i ukazania wspólnej logiki rozwoju, podobieństwa reguł i jego prawideł. Nie chodzi o ukazanie wspólnego pochodzenia i genezy między św. Janem od Krzyża i K. Dąbrowskim, gdyż taka prosta, dziedziczna współzależność nie ma tu racji bytu. Chodzi o uchwycenie pewnego wspólnego im kodu genetycznego, związku czy wspólnej nici, budującej wspólne perspektywy i projekty dojrzewania człowieka”. (s. 9).

Faktem niezaprzeczalnym jest, iż mistyk i psycholog wyrastali w tradycji chrześcijańskiej. Oczywiście Hiszpan korzystać mógł jedynie z dorobku swoich poprzedników – Pseudo-Aeropagity, Grzegorza Wielkiego, Jana van Ruusbroec i nade wszystko dwu klasyków: św. Augustyna i św. Tomasza z Akwinu. Ci, do których odwoływał się prof. Dąbrowski (Erich Fromm, Søren Kierkegaard, Emmanuel Mounier i in.) mieli dopiero nadejść. I to po wielu latach. Acz św. Augustyna czy samego św. Jana od Krzyża – polski psycholog również czytywał.

Rdzeń tedy wspólny. Podobne u obu mędrców jest też dynamiczne traktowanie istoty ludzkiej, której życie – zgodnie z imperatywem wewnętrznym - stanowi wędrówkę ku spełnieniu, szczęściu, sensom. Obaj też uznali, że chwile kryzysu nie muszą wcale prowadzić człowieka na manowce – przeciwnie, dzięki nim organizuje się on od nowa, jako osoba o wyższym już poziomie duchowości.



*


„Zasadniczą formą kryzysu doby obecnej jest kryzys zdolności do refleksji oraz transcendowania rzeczywistości”. (s. 13).

Jednostka stała się bytem behawioralnym – acz, atakowana przez mnogość bodźców – realnych i wirtualnych – z wolna poczyna stawiać wszystkie na jednej, bynajmniej nie wysublimowanej, płaszczyźnie i ogranicza tak czas, jak natężenie reakcji. Chaos doznań powoduje depresję. Podmiot potrzebuje silnego wstrząsu, by wzbudziła się w nim refleksja nad swoim miejscem w systemie ja-świat-wieczność.

Za Frommem o. Skawroń przyjmuje kategorię religijności, jako „pierwotne wyposażenie psychiki ludzkiej” (s. 9). Skoro jednak ratio bez pomocy Boga dotrzeć do niego nie potrafi (por. np. św. Ireneusz, Przeciw herezjom), autor „Nocy ducha…” wprowadza istotne rozróżnienie. W jego klasyfikacji mamy do czynienia z dwoma rodzajami ludzkiego bytowania. Pierwszy to homo religiosus – człowiek religijny. Drugiego określa Skawroń mianem człowieka nowego – homo novus.

Pierwszy nie otrzymał daru chrztu, jest tedy obcy dla Boga. Zgodnie z twierdzeniem św. Ireneusza o własnych siłach nie potrafi dotrzeć do Istoty Najwyższej, nie stanie się homo novus. Jak pisze autor „jest poza Chrystusem (…) pomimo posiadania rozpoznawalnej moralności. (…). W wyborach moralnych ulega popędom”. (s. 21). Inaczej jest z człowiekiem nowym. „Przez chrzest dawny człowiek staje się nowym stworzeniem w znaczeniu odrębności ontycznej (kainos – przyp. autora), a zarazem odnoszącej się do realnej nowej istoty, nowego istnienia i nowego porządku bytowego”. (s. 18). Człowiek religijny kieruje się naturą. Człowiek nowy idzie za głosem Ducha Św., otwierającego mu nieznaną dotąd przestrzeń samorozwoju. Za Gianni Colzanim stwierdza autor, iż homo novus żyje nie literą, a Duchem prawa.

Chrześcijaństwo zmienia podejście do drugiej osoby. „Domaga się chętnego cierpienia dla Boga i bliźnich. Oddawanie się godnej pożałowania kazuistyce i formalizmowi w stosunkach z ludźmi grozi utratą zainteresowania człowiekiem na rzecz samych formuł i czynności” – powiada o. Skawroń (s. 65). Przywrócenie tej właśnie perspektywy przydałoby się dziś nie tylko instytucjom państwowym, opartym na zdegenerowanej biurokracji, ale samemu Kościołowi, gdzie niekiedy hierarchowie boją się zbytniej samodzielności wiernych, odchodząc od wiary na rzecz utrwalania rytuału.

Bez wątpienia ma rację autor twierdząc, iż to głównie nadzieja bywa konstytuantą rozwoju osobowego. Gdy zaufamy Bogu, stajemy się wolni od (typowej dla homo religiosus) pokusy oparcia się wyłącznie na własnych siłach. W tym ujęciu przekraczanie (siebie, struktury, w jakiej tkwimy, oceny rzeczywistości, relacji z bliźnimi) – pozwala na przejście od bierności ku aktywności. Wobec jednak każdego z wyborów moralnych – przekraczać musimy od nowa. I tym samym – ufając nadziei narażeni jesteśmy na ból wahań i nieudanych prób integracji jaźni.



*



Najistotniejszą trudnością, jaka jawi się mistykowi Karmelu w drodze ku Bogu, jest jego absolutna odmienność od wszystkiego, co dostępne ludzkim zmysłom i rozumowaniom. „Ten, kto poszukuje Boga, musi zerwać z Jego naiwnymi wyobrażeniami. (…). Św. Jan od Krzyża uczy przejścia od symboli do rzeczywistości, od form wybrażeniowych i pojęć do realnego doświadczenia Osób Boskich”. (s. 71).

Życie podmiotu ma być dążeniem do zjednoczenia z Trójcą Świętą, gdzie nie istnieją jasne kryteria logiki, schematy zachowań, zwyczajowe doznania. Zachodzi jedynie konieczność „nieopierania się na niczym” (Św. Jan od Krzyża, Droga na Górę Karmel I, 4,5). Umysł stanowi jedynie przeszkodę, albowiem „idea Boga , liczy się Bóg Objawienia”. (s. 72). Do prawdziwych spotkań człowieka i Boga dochodzi „pod mistyczną osłoną nocy kontemplacji” (s. 73). Co prawda poeta zwycięża w św. Janie teologa i filozofa – do oddania natury Boga używa stylistyki literackiej – ale owe figury stylistyczne służyć mają tym znaczniejszemu podkreśleniu różnic pomiędzy istotą Boga a naszymi, odnoszonymi zawsze do znanego z autopsji świata, jego kreacjami.

Z Bogiem Objawienia jednoczą homo novus głównie: wiara, nadzieja i miłość. Ze względu na swą wyjątkowość, blokującą drogę dotychczasowej wiedzy i doznaniom – wiara staje się realnym przyzwoleniem – dotykiem tajemnicy. „(…) Proces zjednoczenia niesie wiele niebezpieczeństw i trudów przez noc zmysłów i ducha, przez doświadczenie nieobecności, a nawet opuszczenia przez Boga. Noc mistyczna, łącząc Boską transcendencję i ludzką głębię, staje się nocą błogosławioną i szczęśliwą” – stwierdza autor. (s. 75). Dynamizm przemian nadzoruje wg św. Jana od Krzyża Duch Św.

Struktura osobowości u św. Jana wykazuje cechy koncentrycznie usytuowanych kręgów. Centrum stanowi, jak pisze mistyk w „Żywym płomieniu miłości”, „dusza jako duch”. Tam koncentruje się wg Eulogio Pacho maksymalne umiłowanie Boga. Z nią też powiązane są wszystkie władze ducha i zmysłów.

„Noc ducha” powoduje, iż człowiek nowy nie wyobraża już sobie gorszego cierpienia. Ale to ona sprawia, iż za sprawą Boga, który przejmuje inicjatywę w wyprowadzaniu osoby z kryzysu, po oczyszczeniu zmysłów przychodzi oczyszczenie ducha. „Dezintegrują się wszelkie wyobrażenia i kategorie na temat własnej osoby, a konstytuuje nowa jakość psychiczna i duchowa. To wtargnięcie kontemplacji oczyszczającej w głębokie sfery, ulokowane w nieświadomości, nie mogą być w pełni ani zarządzane ani kontrolowane. Umykają one świadomości i logice. Człowiek doświadcza przebudowy tożsamości, by już nie była czyjąś tożsamością, ale zawsze i całkowicie dla Kogoś” – pisze o. Skawroń.

W bliskich nam czasach o takich właśnie stanach pisały św. Faustyna Kowalska czy Matka Teresa z Kalkuty.

Zgodnie z hiszpańskim mistykiem, dzięki Duchowi Świętemu następuje ludzka chrystoformizcja; przejście jednak nie skokowe, a etapowe. Św. Jan od Krzyża dostrzegał aż 10 stopni, rozwoju, jakie można osiągnąć. Od choroby duszy, prowadzącej jednak ku wszczęciu poszukiwań Boga, aż do chwili, kiedy „dusza całkowicie upodabnia się do Boga, a to dzięki jasnemu widzeniu Boga”. (Św. Jan od Krzyża, Noc ciemna II, 20, 4-5). „Chory” uzyskuje całkowicie zintegrowaną osobowość, o poziomach duszy hierarchicznie dążących ku Bogu (tak na poziomie świadomości, jak podświadomości). „Noc ducha” sprawia, iż człowiek bez trwogi będzie mógł oczekiwać nieśmiertelności po ostatecznym zmartwychwstaniu. Poprzez mrok cierpienia osoba osiąga światło doskonałego spełnienia.



*



Piaget, Kierkegaard, Jaspers – nawet Pascal – to bezpośredni antenaci myśli prof. Dąbrowskiego. Po pierwsze Dąbrowski nigdy nie zgadzał się na popularny w wieku XX redukcjonizm, któremu sprzyjały totalitaryzmy – wygodnie było traktować społeczeństwo jako manipulowaną masę, o jednym tylko wymiarze. Zależnie od przyjętego paradygmatu wymiar ten istniał na płaszczyźnie socjologicznej, psychologicznej czy wręcz biologicznej. Od lat 50. XX w. łączy je absolutnie sterowana płaszczyzna konsumpcji.

Polski myśliciel postrzegał natomiast człowieka jako byt złożony – psychofizyczny, zdolny to tworzenia hierarchii wartości w oparciu o zakorzenienie w tradycji i doświadczenie jednostkowe oraz – co istotniejsze – był zdania, iż ludzki rozwój trwa przez okres całego życia.

Dąbrowski sądził też, iż czym innym są nerwice, a zupełnie czym innym psychonerwice. Nerwica ma przyczyny fizjologiczne, trudno natomiast wskazać zaburzenie pracy konkretnego organu jako podstawę schorzenia. W pracy „Psychoneurosis is not an illness” (Londyn 1972) twórca PTHP (Polskie Towarzystwo Higieny Psychicznej) pisał „Psychoneurosis is a disorder… Psychonerwica to zaburzenie funkcji, podobnie jak nerwica (…) może jednak stać się przyczyną wewnętrznej przemiany osobowości, prowadząc do wyższej rozwojowo formy funkcjonowania psychiki”. W tym ujęciu zaiste – psychonerwica chorobą nie jest! Tym bardziej, iż nie ma podłoża somatycznego, a mentalne.

Uczony wiedział dobrze (i to w oparciu u wieloletnią PRAKTYKĘ, co w psychologii nie bywa wcale normą) iż dynamizm rozwoju jednostkowego zależny jest od naszych wewnętrznych konfliktów, opartych o modyfikowaną przez życie siatkę wartości. „Wielopoziomowy emocjonalny konflikt, albo wielopoziomowy emocjonalno-kognitywny konflikt jest warunkiem sine qua non rozwoju” – twierdził w „Funkcjach i strukturze emocjonalnej osobowości” (Warszawa 1984, s. 44).

Rozwój w ujęciu Kazimierza Dąbrowskiego to przekraczanie stanu psychicznego jednostki w kierunku od struktur zorganizowanych niżej ku strukturom wyższym. „Bądźcie pozdrowieni psychoneurotycy! Za to, że macie czułość świata, niepewność jego pewności. Za to, że tak często odczuwacie innych jak siebie samych. Za to, że czujecie niepokój świata, jego bezdenną ograniczoność i pewność siebie. Za wasze fobie mycia rąk z nieczystości świata, za wasze lęki przed zamknięciem w ograniczoności świata, za wasz lęk przed bezsensem istnienia. Za delikatność nie mówienia innym tego, co w nich widzicie. Za waszą niezaradność praktyczną i praktyczność w nieznanym, za wasz realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego, za waszą wyłączność i trwogę przed utratą bliskich, za waszą twórczość i ekstazę, za wasze nieprzystosowanie do tego co jest, a przystosowanie do tego, co być powinno, za wasze wielkie uzdolnienia nigdy nie wykorzystane. Za te, że jesteście leczeni, zamiast leczyć innych; za to, że wasza siła niebiańska jest zawsze spychana przez siłę brutalną; za to, co w was przeczuwanego, nie dopowiedzianego, nie ogarniętego. Za samotność i dziwaczność waszych dróg. Bądźcie pozdrowieni” – pisał psycholog w „Odezwie do psychoneurotyków”.

Brak konfliktów wewnętrznych oznacza nie harmonię a zastój. Rozwój to dezintegracja dotychczasowej osobowości i po okresie wewnętrznych burz – skrystalizowanie nowych lub na nowo zhierarchizowanych jej składowych w kolejną „całość”, która za czas jakiś ulegnie kolejnemu twórczemu rozpadowi. Tym samym zaprzecza szkołom psychologicznym, uznającym za wskazane, pozytywne rozwojowo, wyłącznie pojęcie integracji.

Z punktu widzenia twórcy teorii dezintegracji pozytywnej – człowiek jest bytem zbyt wielopłaszczyznowym, by dał się (razem ze swoim stanem zdrowia) zdefiniować jednoznacznie. Podobnie jak u mistyka Karmelu, droga ku pełni człowieczeństwa postępuje u prof. Dąbrowskiego etapami. Ważne jest, by od integracji pierwotnej dojść do integracji wtórnej, charakteryzowanej poprzez scalenie osobowości z jej ideałem, znacznym stopniem odpowiedzialności czy empatii, jak też psychiczną autonomią, obcą postawom konsumenckim.

Polski humanista przywrócił psychologii (pretendującej wciąż do miana nauki o ścisłej metodologii i zakresie, co - biorąc pod uwagę jej „przedmiot” – osobę ludzką, możliwe nie było i nie jest) jej aspekt metafizyczny. W dobie laicyzacji wiedzy i życia społecznego, sprowadzanego do poziomu „razem osobno” (termin Z. Baumana) - normatywność wartości, o jakiej pisał K. Dąbrowski i poszukiwanie duchowości w głębokich zmianach, zachodzących podczas procesu dezintegracji pozytywnej – nie mogą (choć powinny) cieszyć się uznaniem badaczy. Myśl prof. Dąbrowskiego nie przeczy istnieniu Boga, niekiedy uważa go za ostatecznego i bezstronnego sędziego ludzkich poczynań.

Psycholog z Klarowa (w tym majątku nieopodal Lublina przyszedł na świat) próbował też stworzyć społeczeństwo prawdziwie obywatelskie. Jego ukochani psychoneurotycy byli bowiem wymarzonymi „działaczami społecznymi”, ludźmi, zaangażowanymi w wartości wspólnotowe. To kolejny powód, dla którego książek Dąbrowskiego dziś zasadniczo się nie wznawia. Współcześni politycy potrzebują ludzi-atomów, ludzi-konsumentów, zatrzymanych na w miarę niskim poziomie osobowościowego rozwoju. Wszelki dynamizm grozi próbą zmiany wymuszonego socjotechnikami status quo.

Praca o. Jerzego Skawronia przypomina tedy dwie koncepcje i dwie postaci ludzi, miłujących nie tylko Boga, a swoich bliźnich. Tę – zasadniczą od 2 tysięcy lat – normę dzisiejsi spadkobiercy cywilizacji zachodniej zdają się odrzucać. „Bliźni jest ważny, ale tylko w tym przypadku, gdy owym bliźnim jestem ja sam” – zdaje się mówić niepisany kodeks współczesnego Polaka, Holendra, Amerykanina.

Z przytoczonego na wstępie zadania, jakie o. Skawroń przed sobą postawił, zadania trudnego, jak trudnym jest wejrzenie w głąb jaźni ludzkiej osoby, autorowi wywiązać się udało. „Noc ducha i dezintegracja pozytywna” nie należy do książek łatwych. Ale też nie jest bynajmniej książką, którą po lekturze odkłada się na tzw. najwyższą półkę – miejsce odwiedzane rzadko i zazwyczaj z zewnętrznej konieczności. Wymaga również powrotów, jak wymagają ich – ludzkie i Boskie zarazem – koncepcje św. Jana od Krzyża i prof. Kazimierza Dąbrowskiego.

 

***